Powrót do normalności czyli post-holiday blues.

Powrót do normalności czyli post-holiday blues.

Koniec lata oznacza koniec wakacji a więc powrót do pracy, szkoły i … na kurs językowy. Bez względu na to, jak świetnym jesteś pracownikiem, studentem czy słuchaczem, jest to przeżycie traumatyczne i mało przyjemne. Moja indywidualna słuchaczka powiedziała mi kiedyś na początku września: „ Pani Krystyno, uwielbiam nasze zajęcia, ale jak mam do pani zadzwonić po urlopie, to tak mi smuuutno, że to już koniec lenistwa”. Mnie też się trochę smutno zrobiło, jak to usłyszałam, ale postanowiłam nie brać tego osobiście i zaczęłam szukać lektury na ten temat, no bo mnie też, uczciwie mówiąc, też jest tak smuuuutno, gdy zaczynają się moje zajęcia, mimo, ze przecież uwielbiam je prowadzić.

Może więc pocieszy nas wszystkich fakt, że na syndrom zwany po angielsku post-holiday blues a będący łagodną formą depresji, cierpi około 80% ludzi na całym świecie. Powrót z wakacji nie jest łatwy a wszystko to z powodu działania naszego mózgu. Nasz „procesor” źle reaguje na różnicę pomiędzy tym co było, czyli wakacyjną sielanką i wielką liczbą nowych bodźców, których dostarczaliśmy mu na urlopie a tym, co jest teraz, czyli np. koniecznością oglądania nielubianego szefa, wykonywania rutynowych zadań czy też spędzania każdego wtorkowego i czwartkowego wieczoru na kursie językowym. Jak radzi sobie z tym kontrastem nasz mózg? Otóż, po pierwsze, idealizuje to, co było i każe nam zapomnieć o kolejkach na lotnisku, ukłuciu zazdrości na widok partnera, wpatrującego się z zachwytem w egzotyczną/ego kelnerkę/era, inwazji komarów czy braku wolnych leżaków przy basenie. Po drugie, maluje naszą codzienność w czarnych barwach i sprawia, że nasza praca czy zajęcia językowe wydają się nam bardziej monotonne i ponure, niż faktycznie są. Czy pocieszy Cię fakt, że podobny syndrom zaobserwowano u świeżo poślubionych małżonków? Życie tuż po ślubie wydaje się im bardzo ciężkie, a to z powodu tej samej reakcji naszego buntowniczego mózgu. Proces powrotu do normalności zajmuje od 3 do 6 tygodni, a po ślubie podobno i dłużej.

Nie dajmy się więc nabrać na sztuczki neuronów i dzielnie stawmy im czoła. Psychologowie radzą nam przedłużenie sielanki poprzez np. oglądanie wakacyjnych zdjęć. Ja zaproponuję Ci dodatkowo ćwiczenie opisywania ich w obcym języku, którego się uczysz, np. po angielsku. Wyszukiwanie słówek do tego potrzebnych powinno sprawić Ci przyjemność i na skutek miłych, wakacyjnych skojarzeń, na pewno szybko je zapamiętasz.

Specjaliści twierdzą, że dobrze działa zaplanowanie właśnie teraz kolejnych wakacji, a nasze biura podróży bez wątpienia czekają już z ofertą first – minute. Spróbuj przeglądać katalogi online np. po angielsku lub w tym języku czytać opinie o hotelach na HolidayCheck.

Kolejna rada naukowców to stopniowe zwalnianie do spokojnego rytmu codzienności i podkręcenie tempa codziennego życia. Może wprowadzisz do swojego tygodniowego programu poszukiwania lektora idealnego i np. wycieczkę do szkoły językowej oraz lekcję próbną języka, którego chcesz się nauczyć?

Psychologowie mówią, że pomocne bywa włączenie „wakacyjnego” elementu w naszą codzienność. Egzotyczne potrawy raz w tygodniu? Świetnie, nie zapomnij jednak, że przepisy powinny być po angielsku lub w innym języku, którego się uczysz. Piosenki, wspaniale. Pamiętaj, że są one doskonałym sposobem na doskonalenie znajomości języka. Jak z nich korzystać, przeczytasz tutaj.

Wykorzystaj też pourlopowy wzrost energii i zapisz się w końcu na ten kurs językowy. O tym, jak zwalczyć kolejną pułapkę naszego mózgu i przezwyciężyć zwlekanie przeczytasz tutaj.

 

grafika: thebalancingact.net.au


globalservice



Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *