Rodzicu, nie martw (i nie irytuj) się

Rodzicu, nie martw (i nie irytuj) się

Dzisiejszy wpis będzie zupełnie nietypowy. Dlaczego?

Po pierwsze, będzie zupełnie niezgodny z moim nauczycielskim „profilem”. Pomimo, że przeogromnie podziwiam lektorów uczących dzieciaki (tyle w nich pasji, nieskończonego entuzjazmu i kreatywnych pomysłów) to tak się złożyło, że uczę wyłącznie dorosłych, czy to na zajęciach firmowych, czy studentów Politechniki, czy na zajęciach indywidualnych, korzystając z narzędzi coachingu językowego. Tak się potoczyły moje losy.

Po drugie, dzisiejszy wpis będzie dla Ciebie, jeśli jesteś rodzicem, ale nie będzie dotyczył Twojego – dorosłego uczenia się języka angielskiego czy innego obcego. Rzecz będzie bowiem o mitach dotyczących sposobu w jaki uczone są języków Twoje dzieci.

Skąd przyszedł pomysł? Ze wstydem przyznaję, że podsłuchałam pewną rozmowę. W samolocie to było, ale mogło z powodzeniem mieć miejsce np. w poczekalni u stomatologa. Otóż rozmawiały dwie panie – mamy, pełne oburzenia na lektorki nauczające ich pociechy angielskiego na kursie w szkole językowej NO NAMES. Z ich rozmowy wynikało, że rodzice zupełnie niepotrzebnie martwią się o dobro językowe swoich dzieci, wierząc w mity, które powodują nieporozumienia i stres. Z tymi mitami chciałam się więc dziś rozprawić, bez wchodzenia zbyt głęboko w szczegóły, bo te pozostawię fachowcom „od uczenia dzieci”.

  • Problem: zero postępów. „Płacę i płacę, a dziecko ciągle niczego nie umie powiedzieć”.

Rodzice często oczekują rezultatów zbyt szybko. Dziecko potrzebuje czasu, by przejść przez tzw. silent period. Pomimo, że po powrocie do domu nie chwali nam się znajomością nowych słówek, nie znaczy wcale, że się niczego nie nauczyło. Potrzebuje po prostu więcej czasu, by tę wiedzę nam zademonstrować. Nie zmuszajmy więc dzieci do prezentowania nam nauczonego materiału – przynajmniej pozwólmy im samym zdecydować, kiedy będą na to gotowe. Podobnie nie oczekujmy od dzieci takich samych efektów językowych, jakie w tym samym czasie osiągają dorośli. One uczą się po prostu inaczej i korzystają z prostszych narzędzi językowych. Nie porównuj więc siebie, dorosłego ucznia, z całym bagażem doświadczeń i technik pracy umysłowej, z sześciolatkiem.

  • Problem: cały ten zgiełk. „Powinni zwolnić tą lektorkę, ona zupełnie nie radzi sobie z dyscypliną na zajęciach! W takim hałasie nie można się uczyć!”

Zajęcia językowe powinny być głośne. Nawet te z dorosłymi uczniami często bywają. I to dobrze, że Twoje dziecko rozmawia z innymi dziećmi, zmienia miejsce, rusza się, Śmiem twierdzić, że cisza na zajęciach językowych powinna być zakazana. Więc jeśli przyjdziesz odebrać swoje dziecko z lekcji tuż przed jej końcem i usłyszysz w sali… ciszę, to sprawdź, czy aby wszystko jest dobrze. Czy nie jest to czasem znak, że dzieciaki przysnęły? Lub, że marzą tylko o przerwie, bo właśnie umierają z nudów? Nie dziw się więc hałasowi i lekkiemu zamieszaniu na lekcji języka obcego. Tak jest dobrze. A co najważniejsze, ten hałas najprawdopodobniej nie szkodzi Twemu dziecku ani jego postępom językowym. Ale uwaga, nie mówię tu o sytuacji, w której lektor traci kontrolę nad uczniami – to zupełnie inna historia. Mówiłam o hałasie i zamieszaniu „kontrolowanym”.

  • Problem: gdzie te struktury? „Kiedy wreszcie zaczną się uczyć jakiejś gramatyki? Pytałam, czy córka wie, co to Present Perfect, ale ona po 1,5 roku nauki nie ma pojęcia. Bez gramatyki nigdy się nie nauczy języka”.

Czy wiesz, że gramatyki da się uczyć w taki sposób, żeby uczeń nawet tego nie zauważy? Zapewniam Cię, że nawet z dorosłymi tak się robi. I co ważniejsze, to naprawdę działa.Lektorzy pracujący z dziećmi stosują cały szereg technik, piosenek, gier, filmów. Dzieci uczą się zwrotów, słówek i ich prawidłowego wykorzystania w komunikacji. I niezauważalnie przyswajają sobie też struktury gramatyczne. Wierszyk, w którym powtarzają się formy przeszłe bez wątpienia zaowocuje stosownym wnioskiem gramatycznym w głowie naszej pociechy. Nie martw się więc. Ty, jako osoba dorosła, potrzebujesz innych narzędzi, niż dzieci. A lektor o tym wie.

  • Problem: bez pracy nie ma kołaczy. „Oni tylko kolorują i śpiewają. A gdzie jakaś konkretna praca nad językiem?”

Jak kolorowanki uczą języka? Czy wiesz, że Twoje dziecko doskonale uczy się rozumieć instrukcje w języku obcym? Bo przecież to w tym języku lektor mówi do Twego dziecka. A piosenki? Uczą po prostu wszystkiego: słownictwa, gramatyki, wymowy. Gry? Ależ tak! I do tego jeszcze Twoje dziecko dobrze się bawi, co bez wątpienia działa motywująco. Motywacja i dobre nastawienie do uczenia się języka będą procentowały przez całe jego dorosłe życie. Na listy słówek i milion ćwiczeń przyjdzie czas. A zajęcia językowe na pewno coś dają Twemu dziecku, więc nie tracisz pieniędzy na próżno. Twoje starania zaowocują np. dobrą wymową w przyszłości.

  • Problem: zapis „fonetyczny”. „Dlaczego lektor nie zapisuje wymowy na tablicy? Tak zwyczajnie, po polsku? Jakby napisał ‘nołtbuk’ to dziecko by od razu wiedziało, jak czytać”.

Przykro mi. Jeśli lektor zapisuje wymowę posługując się polskimi znakami, to naprawdę nie jest dobrze. Rodzicu, zapomnij. Twoje dziecko nie potrzebuje zapisu wymowy, uwierz mi.

  • Problem: płacę i wymagam. „Ta ich lektorka bez przerwy chce, żebym się z nią kontaktowała i dowiadywała o postępy. I jeszcze pilnowała, czy praca domowa odrobiona”.

Muszę Cię zmartwić- Twój udział jest niezbędny. Kontaktuj się regularnie z lektorem, interesuj jego postępami, bierz udział we wspólnych ćwiczeniach, jeśli lektor zechce Cię zaangażować we wspólną z dzieckiem naukę. Jeszcze jedno: na początku kursu, dobrze jest wspólnie z lektorem ustalić pewne rzeczy i dopytać. Tak będzie lepiej dla wszystkich: Ciebie, lektora i Twego dziecka.

  • Problem: tylko po angielsku. „Jak mój Julek ma zrozumieć, co do niego mówią, jeśli dopiero zaczyna się uczyć?”

Nie martw się, lektor wie, co robi. Twoje dziecko nie musi rozumieć każdego słowa. Na pewno doskonale się domyśla, o co chodzi. A takie „zanurzenie” się w języku jest dla niego bezcenne.

  • Problem: pieniądze. „Tanio a dobrze?”

No cóż, może temat trochę niezręczny, ale… Kupując nowe obuwie, nie kupujesz przecież najtańszej „chińszczyzny”, wiedząc doskonale, że takie buty natychmiast się rozpadną. Nie chcę Cię tu namawiać na najdroższą szkołę w mieście, bo wysoka cena nie zawsze jest gwarancją wysokiej jakości. Chcesz jednak, aby twoje dziecko uczył doświadczony i wysoko wykwalifikowany lektor, by miało do dyspozycji dodatkowe materiały, pomoce, plansze, gry i zabawy, najlepiej ładne i kolorowe, prawda? Tego się nie da zrobić bez pieniędzy. Namawiam Cię więc do szukania dobrego stosunku jakości do ceny.

Drogi Rodzicu, mam nadzieję, że teraz trochę mniej martwisz się o swoją pociechę i jej karierę językową. Jako i mama, i nauczyciel zarazem bardzo się ucieszę, jeśli choć trochę rozwiałam Twoje obawy. Oczywiście namawiam Cię, byś pilnie śledził reakcje i postępy swego dziecka. Oraz to, co się dzieje. Trzymanie ręki na pulsie kursu językowego jeszcze nikomu nie zaszkodziło. Ale martwienie się bez potrzeby na pewno Ci (ani lektorowi czy Twojemu dziecku) nie pomoże.

 

grafika: fineartamerica.com


globalservice



Komentarze

  1. Święta prawda jak dobrze ze jestem matką lektorką

  2. Zgadzam się w 100%. I jako lektor. I jako matka dzieci uczących się j. obcego :)

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *